niedziela, 13 maja 2012

1. I'll lift you up, I'll never stop

*Maya

- Całkiem ładny ten dom - słyszałam zachwyt w głosie mamy
- Tsa - syknęłam.
Co tu jest takiego wspaniałego ? Że okna ładne ? phi
- Dobra , może już wejdziemy, a nie tak stoimy i się gapimy ? - spytałam rodziców
- Jasne - uśmiechnęła się mama. Wiedziała że od tamtego wydarzenia jestem jaka jestem.
Czyli nieczuła , zamknięta w sobie i marudna. Ale to nie moja wina. Nie ja spowodowałam ten cholerny wypadek, w którym zginęła Daria, moja młodsza siostra. Ale nie ważne.
- Łaaaa , ładna ta kuchnia - zachwycała się mama
- No - krótko przytaknęłam
- Maya idziesz ze mną na górę ? - spytał mnie tata
- No mogę - smutno odpowiedziałam
Na górze znajdowały się trzy sypialnie. Największą zajęli rodzice , więc mi do wyboru pozostały dwie. Wzięłam żółty pokój, który wyglądał całkiem przyzwoicie. Wielka szafa stała  przy ścianie na wprost łóżka. Okno wychodziło na centrum miasta. Wyjrzałam przez nie i popatrzyłam chwilę na ruch uliczny.
Londyn. Nawet ładnie tu. Lepiej niż w Polsce. Fajnie , że tata dostał tu pracę, bo będzie więcej zarabiał no i ja może się zmienię. Zaraz, co ja gadam ? Ja nie chcę się zmieniać. Mi się tak podoba i koniec.
- O, widzę że wybrałaś już pokój - usłyszałam głos mamy za sobą i szybko się odwróciłam
- Tak , chyba ten będzie dobry - powiedziałam wymuszając lekki uśmiech.  - Zejdę na dół po rzeczy
- Pomóc ci ? - spytała mama
- Nie, nie trzeba - odpowiedziałam schodząc po schodach.
Wzięłam walizki i poszłam do swojego nowego pokoju. Fajnie że ten dom jest nowy, bo inaczej miałabym jakieś schizy , że w tym domu są duchy albo ktoś w nim umarł. Ugh... aż mi ciarki po plecach przeszły.
Podjęłam się hardkorowego wyzwania, czyli zaczęłam się rozpakowywać. Wyjęłam wszystkie ubrania i poukładałam je ładnie w szafie. Dużo tych rzeczy nie było, bo mama stwierdziła, że tutaj sobie kupię. Okej, niech jej będzie. Po chwili poczułam że jestem głodna.
- Mamo ! Dasz mi jakieś pieniądze ? Chyba jestem głodna a ta lodówka jeszcze jest pusta- powiedziałam
- Jasne - powiedziała mama i wyciągnęła z portfela kasę .- Tylko uważaj na siebie - dodała
Wyszłam z domu i nie wiedziałam co z sobą zrobić. Pójść w lewo czy w prawo ? A co mi tam , pójdę w prawo. Szłam prosto , a na zakręcie skręciłam w lewo i weszłam do jakiegoś parku. Hmm no ładnie tu, nie to co w Polsce,  śmieci wszędzie porozrzucane . Tu było zupełnie inaczej.  Trawa wykoszona, żadnego śmiecia na trawniku a liście ładnie zamiecione. Coraz bardziej mi się tu podoba. Włączyłam sobie muzykę na słuchawkach i szłam dalej prosto przed siebie. Gdy byłam chyba na jakimś parkingu poczułam, że się przewracam. Jakiś koleś nie umie cofać.  Za chwilę dało się słyszeć jak ktoś wychodzi z samochodu.
Był to chłopak o brązowych lokach i chyba zielonych oczach. Tak mi się wydaje bo z ziemi nie było dobrze widać. Lokowaty podbiegł w moją stronę, ale o dziwo nie do mnie tylko do samochodu.
- Uuu malutki , nic ci nie jest ? - spytał samochodu ? No raczej do mnie nie powiedziałby malutki .
- Ty sobie żartujesz ? - spytałam  wkurzona
- Ale że z czym - spytał brunet
Nie no , to są jakieś kpiny. Nagle zobaczyłam jak w naszą stronę idzie jakaś dziewczyna. Brunetka o długich nogach.
- Koleś ! Ty sobie jaja robisz ? Potrąciłeś dziewczynę i nawet nie pomożesz jej wstać ? - pytała zbulwersowana  - Daj rękę , ja ci pomogę - powiedziała tym razem do mnie
Podałam jej rękę a ona pomogła mi się podnieść
- Dzięki - powiedziałam i podjęłam próbę wstania - Ała ! - krzyknęłam - chyba skręciłam kostkę
- No super stary ! Skręciłeś dziewczynie kostkę ! - krzyczała dziewczyna
Chłopak chyba nie wiedział co powiedzieć. Trochę go zamurowało, z resztą tak jak mnie. Podszedł do mnie i ...
- Ale co ty robisz ?! - krzyknęłam zbulwersowana - Puszczaj mnie ! - krzyczałam
- Skoro to ja ci to zrobiłem to ja ci pomogę. Harry jestem - powiedział układając mnie na tylną kanapę jego samochodu.
-  Super, ja jestem Maya. - powiedziałam sucho
- Ej no ja też chce jechać z wami do szpitala. Bo jedziecie do szpitala, prawda ? - spytała podejrzliwie
- Jasne - odpowiedział Harry. Chyba Harry , przynajmniej tak mi się przedstawił.
- O, cześć - powiedziałam do drugiego chłopaka, który siedział w samochodzie.
- Hejoo - powiedział i z deczka opluł mnie okruszkami chipsów
Super, mam skręconą kostkę, siedzę w samochodzie z obcymi ludźmi i na dodatek mam twarz w chipsowych okruszkach . I to już pierwszego dnia pobytu. Boję się pomyśleć co będzie za tydzień.
- Jestem Niall - powiedział chłopak z chipsami i podał mi rękę. To samo zrobił z .... No właśnie, nawet nie wiem jak nazywa się moja obrończyni
- A tak właściwie... - zaczęłam - to jak masz na imię ? Nawet się nie przedstawiłaś - powiedziałam
- Kurde faktyczniee - złapała się za głowę brunetka- Jestem Eileen - uśmiechnęła się przyjaźnie.

__________________

Dobra, pierwszy rozdział , trochę krótki ale jest :) jtylko żebym wiedziała że ktoś to czyta ;d bo wiecie, tak do siebie pisać to tak troche nie teges xd Nie no dobra, to mówcie czy się podoba i wgl a jak coś jest nie tak to zmienię :) także ten no .... wiecie co robić :)



2 komentarze:

  1. mi się podoba :D i czekam z niecierpliwością na kolejny :D aww : D zapraszam do mnie : http://fuck-my-life-forever.blogspot.com/ & http://babyyoulightmyworldlikenobodyelse.blogspot.com/ ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. fajnie, ciekawie dupo :D
    pisz dalej szybko :) x

    OdpowiedzUsuń